Aby dobrze wykonać swoje zadanie, tłumacz ustny musi wykazać się pewną dozą empatii. Wszystko to prawda, ale gdzie jest granica?
Spotkałam się z przypadkami gdy tłumaczka (w tym wypadku przysięgła), wręcz zaprosiła pod swój dach osoby, dla których tłumaczyła w sądzie, kiedy dowiedziała się, że tak naprawdę nie mają się gdzie w Polsce podziać.
Moim zdaniem to już przekroczenie pewnej granicy, które może zaważyć na bezstronności. Pomijając już kwestie, nazwijmy to "higieniczne" - zbytnie zaangażowanie spala psychicznie i sprawia, że nigdy nie wychodzimy z pracy. Jakie są wasze odczucia?
Sharing is caring, show love and share the thread with your friends.
To fakt, jeżeli była tłumaczką, która wykonywała tłumaczenie w sądzie, to mogłoby to chyba zostać podważone przez biegłych...myślę, że w tej konkretnej sytuacji tłumaczka trochę przesadziła, chociaż może po postu jest dobrym człowiekiem
Nie wiem jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji.
Nie wiem jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji.
Wszystko tak naprawdę zależy od człowieka, moim zdaniem, no i od sytuacji
Osoba przez Ciebie wymieniona raczej nie zaprasza do domu każdego klienta. Nie mniej zawsze trzeba być bezstronnym, bez względu na to czy daną osobę sie zna czy nie i jeśli taki tłumacz wie, że w takiej sytuacji nie byłby taki, nie powinien takich rzeczy robic. Bezstronność jest najważniejsza.
Osoba przez Ciebie wymieniona raczej nie zaprasza do domu każdego klienta. Nie mniej zawsze trzeba być bezstronnym, bez względu na to czy daną osobę sie zna czy nie i jeśli taki tłumacz wie, że w takiej sytuacji nie byłby taki, nie powinien takich rzeczy robic. Bezstronność jest najważniejsza.